“ My tu tak tylko na chwilę – a kosmos trwa.”
Pamiętam, już coraz bardziej jak przez mgłę, przeszłe święta, które w wiele razy były przepojone dramatem i bólem – mało było w nich radości, a już na pewno bliskości. Jeżeli ktoś by mi wtedy powiedział, że moje życie będzie przepełnione spokojem, nie uwierzyłabym w to. Czułam lęk, bardzo niską sprawczość i poczucie własnej wartości; byłam ofiarą świata. Kompletnie nie widziałam wartości w moim życiu. Jak znajdując się przez większość czasu na -10000 m. poniżej poziomu morza można uwierzyć w to, że coś może być inaczej? Głęboka wiara w to, że ten proces ma sens, nawet jeśli „ja” go nie dostrzegam i nie rozumiem w danym punkcie dodawała (nadal dodaje) mi sił oraz uczyła, uczy i będzie uczyła pokory.
Wyższa Siła czuwała nade mną, popychając w stronę pracy i życia ukierunkowanego na spełnienie.
Nie chcę, żeby to brzmiało patetycznie, ale jestem świadectwem na to, że praca nad pogłębianiem miłości do siebie i świata przynosi rezultaty. Zmiana w jakości doświadczenia życia jest niesamowita, znika poczucie podzielenia, lęku przed odrzuceniem, zmieniają się relacje i doświadczenie „siebie” w nich. Pojawia się więcej miłości, zrozumienia i współczucia. Współczucia do innych i do siebie – ze zdrowymi granicami, które pozwalają nam na zachowanie integralności w ramach wyznawanych wartości.
Praca przestaje być tylko pracą, a staje się drogą do głębokiej samorealizacji. Pasją, powołaniem – nie wiem jak inaczej to nazwać.
Być może jest to po prostu dojrzewanie, w tym przypadku jestem wdzięczna za „dojrzewanie w miłości”, którego doświaczam.
Dziękuję, jeśli poświęciłaś/eś czas na przeczytanie tego – korzystając z okazji przepraszam jeśli zraniło Cię moje zachowanie. Proszę Cię o wybaczenie, w imię Naszej Wolności od przeszłości. Wybaczam sobie i Tobie, że byliśmy uczestnikami tych sytuacji. Dziękuję za tę lekcję. Kocham Cię.